30 listopada 2016 16:44

KURCZAKI NA BOMBIE!

Muscular-young-man-in-studio-on-dark-background-shows-the-different-movements-and-body-partsAutor: Marcin Rogala

Tytuł wskazuje jednoznacznie, że artykuł będzie traktował o swoistym dopingu farmakologicznym w świecie drobiu. Wiemy przecież wszyscy, że brojlery, których zjadamy często setki kilogramów w ciągu roku, rosną w niesamowitym tempie, niewyobrażalnym jeszcze 50 lat temu. W ciągu 6 tygodni mały kurczaczek rośnie do 3-4 kg i jest gotowy do posłużenia za kulturystyczną paszę. W obiegowej opinii kurczaki są faszerowane wszelkimi hormonami i czynnikami wzrostu, gdyż niemożliwe byłyby takie przyrosty bez farmakologii. Przez to są uważane za szkodliwe i w znaczny sposób różniące się od naturalnych kurek ze wsi. Dzisiaj zajmiemy się obalaniem tych mitów.

Pogłoski na temat używania substancji niedozwolonych w chowie drobiu biorą się z wielu przyczyn. Pierwszą jest oczywiście niesamowite tempo wzrostu brojlerów, które przez ostatnie 100 lat wzrosło kilkukrotnie. Drugą bez wątpienia pozostają doniesienia mediów niskich lotów (np. tabloidów) o szprycowanych kurczakach i problemach zdrowotnych osób spożywających ich mięso. Kilka razy natknąłem się na informację, że kurczaki przyspieszają rozwój płciowy, co szczególnie często wspominane jest w odniesieniu do dziewcząt. Tak jakby jedzenie piersi kurczaka miało spowodować rozwój piersi małych dziewczynek. Prawdą jest, że w obecnym świecie mamy ogrom substancji zaliczanych do ksenoestrogenów, które są powodem rozmaitych problemów zdrowotnych, m.in. nowotworów, szybszego dojrzewania kobiet, a według niektórych nawet zniewieścienia męskiej części młodej populacji. Źródłem tych substancji są tworzywa sztuczne i wiele innych związków zanieczyszczających nasze środowisko (np. bisfenol A czy ftalany), ale mięso kurczaków nie należy do tej kategorii, więc obwinianie go o problemy związane z ksenoestrogenami to gruba przesada.

Najbardziej absurdalna opinia, jaką można usłyszeć o brojlerach jest taka, że są faszerowane sterydami. Bierze się to oczywiście z uogólnionej zasady, iż zwierzęta reagują wzrostem na podawanie sterydów i hodowcy z lubością łamią prawo, przyspieszając w ten sposób rozwój pożądanej tkanki mięśniowej. Ma to swoje podstawy w technologii chowu wieprzowiny i wołowiny, gdyż te gatunki rzeczywiście rosną znacznie szybciej w sytuacji zewnętrznego podania androgenów. Niestety kurczaki już tak nie mają. Wielokrotnie przeprowadzano w tej materii badania i żadne nie potwierdziły pozytywnego wpływu sterydów na przyspieszenie przybierania na masie brojlerów, a w niektórych eksperymentach wynikiem było wręcz jego spowolnienie. Sterydy po prostu nie działają na drób w sposób, jakiego oczekiwałaby opinia publiczna i mówienie, że brojlery są nimi szprycowane, całkowicie mija się z prawdą.

Istnieją jeszcze cztery grupy hormonów i leków, które potencjalnie mogą być użyte w celu przyspieszenia budowy tkanki mięśniowej lub utraty tkanki tłuszczowej u zwierząt. Pierwszą są hormony tarczycy, które w tym przypadku nie wykazują pożądanego działania. Druga to β-mimetyki (salbutamol, klenbuterol) znane z tuczu zwierząt rzeźnych. U drobiu również nie mają one zastosowania. Więcej można napisać o hormonie wzrostu i pochodnych peptydach (np. IGF-1), które były badane pod tym kątem. Okazały się skuteczne w bardzo małym zakresie, a do tego niezwykle drogie i uciążliwe w administracji z uwagi na potrzebę bardzo częstych iniekcji. Od razu odrzucono pomysł stosowania takiego dopingu, ale swego czasu media podłapały informację o eksperymentach i zaczęły pisać o szprycowanym drobiu, z czego zrobiło się niezła afera, która pozostała w głowach niektórych osób czytających tabloidy.

Najwięcej można napisać o grupie czwartej, która jako jedyna wykazuje w przypadku drobiu znaczące działanie anaboliczne. Mowa o antybiotykach, a dokładniej o antybiotykowych czynnikach wzrostu. Same antybiotyki są dozwolone w przypadku choroby, ale ptak musi odczekać odpowiedni okres karencji, aby lek został całkowicie usunięty z organizmu. Antybiotykowe czynniki wzrostu są natomiast całkowicie zabronione, tak samo zresztą jak sterydy, β-mimetyki i wiele innych substancji. Drób z uwagi na swoją popularność i coraz większy udział w rynku mięsnym często podlega kontrolom Inspekcji Weterynaryjnej. Badania takie odbywają się zarówno na fermach, jak też w sklepach. Zdarzają się oczywiście nieuczciwi hodowcy, którzy łamią przepisy, podając ptakom niedozwolone substancje i narażają się na wysokie kary,   ale należą oni do absolutnego marginesu. Niestety media potrafią nieźle rozdmuchać temat jednej wycofanej partii drobiu i potem wszyscy powtarzają, że pierś z kurczaka to skoncentrowane źródło antybiotyków.

Niektórzy mimo przytoczonych faktów nie potrafią uwierzyć, że kurczaki tak szybko rosną na samej paszy. Wystarczy jednak zrozumieć, że są to wyselekcjonowane rasy i genotypy, których uzyskanie zajęło kilkadziesiąt lat, dzięki metodom krzyżowania i selekcji. Mówimy o ptakach charakteryzujących się niesamowitym tempem wzrostu i niską ruchliwością, którą wykazują nawet w przypadku chowu wolno wybiegowego. Wystarczy typowego małego brojlera z fermy drobiu umieścić między zwykłymi, wiejskimi kurami, a da się zauważyć, że tylko je i rośnie, niewiele się przy tym ruszając, dzięki czemu traci mniej kalorii i rośnie jeszcze szybciej. Osiąga taką samą wagę w czasie niewiele dłuższym niż na profesjonalnej fermie, gdyż tam ma dostęp do nieograniczonych ilości zoptymalizowanej paszy, która ma idealny stosunek makroskładników oraz zestaw niezbędnych witamin i mikroelementów w odpowiednich ilościach.

Warto także zauważyć, że właśnie ta pasza musi spełniać szereg rygorystycznych norm. Dzięki temu możliwe jest znaczne ograniczenie zawartości w mięsie szkodliwych związków. Mamy tu do czynienia z podobną sytuacją, jak w przypadku jaj z chowu klatkowego i wolno wybiegowego. Te drugie są często bardziej skażone chemicznie i mikrobiologicznie z uwagi na styczność z toksynami środowiska zewnętrznego i pokarm, który nie musi spełniać żadnych norm. Mięso brojlerów możemy postrzegać właśnie w tych kategoriach, czyli przez pryzmat wszelkich systemów kontroli jakości (np. HACCP, GHP), które zapewniają nam produkt najlepszego sortu.

Kolejnym zarzutem pod adresem kurczaków z fermy jest ich nastrzykiwanie roztworem białka sojowego, a dowodem na to ma być spory wyciek w trakcie obróbki termicznej. Oczywiście zdarzają się przypadki rasowania mięsa i chytrego zwiększania jego masy, ale znowu – tak jak w przypadku antybiotykowych czynników wzrostu – zdarza się to bardzo rzadko. Brojler z fermy musi być mieć większy wyciek niż nioska hodowana na wsi, gdyż ona jest kilkakrotnie starsza. Wraz z wiekiem rośnie zawartość kolagenu i tłuszczu w mięsie, a maleje udział miofibryli. Dotyczy to wszystkich gatunków zwierząt. Mięso brojlera jest znacznie delikatniejsze i bardziej nawodnione, stąd większy wyciek termiczny.

Nie powinniśmy się zatem obawiać, że kurczaki z fermy są skoksowane. Pod wieloma względami pozostają lepsze od ekologicznych kur ze wsi, które w rzeczywistości nie zawsze są takie ekologiczne. Kurczakowego dopingu się po prostu nie używa, gdyż:

  • Większość substancji, które mogłyby być wykorzystane w tym celu, zwyczajnie nie wykazuje pożądanego działania lub wręcz skutkuje odwrotnym efektem.
  • Wiele wspomagaczy trzeba by podawać w formie zastrzyków, co automatycznie takie środki eliminuje z kręgu zainteresowania nieuczciwych hodowców.
  • Za złamanie przepisów grożą surowe kary.
  • Najważniejszy jednak pozostaje argument, że obecne, wyselekcjonowane rasy brojlerów rosną tak szybko, że nie potrzebują żadnych wspomagaczy.